Dzięki Wam jestem tutaj

with Brak komentarzy

Dzięki Wam jestem tutaj w ten cudowny, grudniowy czas 2018 roku. Dziękuję za możliwość rozwoju i możliwość spotkania z Wami:

*Luty 2018

Konkurs na Facebooku z granolą w tle: 3 wybrane osoby otrzymały moją domową granolę. Pierwszy sukces Czuje i smakuje! Cieszę się, że tak smakowała :* Przepis na granolę tutaj: Domowa granola z orzechami pekan, płatkami owsianymi, wiórkami kokosowymi, syropem kokosowym i daktylowym 

*Maj 2018

Ciasto z borówkami zdobyło Wasze kubki smakowe podczas międzynarodowego Warsaw Social Picnic organizowanego w parku Skaryszewskim. Odczucia: "To ciasto wygląda jak ze sklepu" Link do przepisu tutaj: Czekoladowo – kokosowe ciasto z dżemem borówkowym Ten piknik dał mi motywację do dalszych pomysłów. Pierwszy piknik Czuje i smakuje: pyszne naleśniki ze słodkich ziemniaków są hitem!

*Czerwiec 2018:

Przepis na naleśniki z czereśniami pojawił się na stronie jednego z moich ulubionych wydawnictw o tematyce zdrowotnej i propagującej styl roślinny: Biokurierze. Link do przepisu tutaj: Naleśniki orzechowo - kokosowe Drugi piknik Czuje i smakuje: inspirująca rozmowa o fotografii kulinarnej i odpowiednim sprzęcie wzmacnia moją cierpliwość. Cieszę się, że złote ziarno Sorgo zdobywa kubki smakowe.

*Lipiec 2018

II piknik Czuje i smakuje o nazwie "Miłość" okazał się sukcesem, tym razem biesiadowanie w ukochanym miejscu - Lesie Bielańskim przy nowym przepisie: batonikach mały prezent, przepis tutaj: Owsiane batoniki mały prezent z syropem ryżowym ciastkach kakaowych i babeczkach z poziomkami.

*Sierpień 2018
I spotkanie w Sklepie Słonecznym na zielonym Żoliborzu, które zaskoczyło mnie frekwencją, ciepłym odbiorem i ciekawymi pytaniami. 3 wybrane osoby wygrywają domową kolację ze mną 🙂

IV piknik Czuje i smakuje o nazwie "Miłość" jest cudowną okazją do spotkania przy makaronie buraczanym, który staje się hitem! Zajrzyjcie tutaj po przepis: Spaghetti buraczane z kremowym kokosem

II spotkanie w Sklepie Słonecznym jest bardzo kameralne. Opowiedziałam o radosnych, ale też trudnych momentach w życiu i drodze ku pokochaniu swojego ciała, 3 osoby wygrały domowe mini masło orzechowe.

Wrzesień 2018

Intymny tekst o drodze do szczęścia i harmonii, wierząc, że pomoże w trudnych chwilach. Link do artykułu tutaj: Głęboki odpoczynek dzięki depresji
Pierwsza lekcja gotowania z dziećmi ze szkoły na Bielanach: Niepubliczna Szkoła Podstawowa w Uniwersytet Młodego Człowieka. Zrobiliśmy energetyczne kulki 🙂

Październik 2018

Pierwsze targi wegańskie podczas Wege Festiwal w PKiN Czuje i smakuje: byłam wzruszona ilością ciepła, radości i dobrych wibracji jakie otrzymałam od Was.

Druga lekcja gotowania z dziećmi ze szkoły na Bielanach: Niepubliczna Szkoła Podstawowa w Uniwersytet Młodego Człowieka. Zrobiliśmy pyszne gofry bananowe.

Moje ciasto Puszyste ciasto z dynią i cukinią i brownie Surowe brownie z daktyli, kakao, pestek i korzenia macy wspomagały swoją energią cykl warsztatów dla kobiet:  "Moc Kobiety - Sztuka Dzikości" w Urzędzie Dzielnicy Bielany m.st Warszawy.

Listopad 2018

Kuchnia Smaków z Ikea z dziećmi ze Szkoły Podstawowej nr.391 im. Alka Dawidowskiego: jestem wdzięczna, że mogłam uczestniczyć wspólnie z dziećmi we wspaniałej lekcji podczas której zrobiliśmy gofry, batoniki i kulki mocy.

Grudzień 2018

2 spotkania w Szkole Podstawowej nr.391 im. Alka Dawidowskiego na Żoliborzu, mówiliśmy o zdrowych zamiennikach cukru i ulepiliśmy razem kulki na aukcję Szlachetnej Paczki, a z drugą klasą zrobiliśmy gofry.

Nie mogę doczekać się nowego 2019!

Głęboki odpoczynek dzięki depresji

with Brak komentarzy

Głęboki odpoczynek dzięki depresji to moja intymna podróż w głąb siebie, odnalezienie pasji mojego serca i pokochanie siebie do utraty tchu. Gdy założyłam blog Czuje i smakuje w styczniu tego roku pragnęłam poruszyć Wasze jelita, mózg i serce. Przekazać Wam to, co dzieje się głęboko w mojej duszy. Chciałam by blog był dla Was miejscem, gdzie możecie znaleźć wsparcie, odżywianiem holistycznym dzięki karmiącemu jedzeniu i duchowym artykułom. Wierzę, że odżywianie posiada większe znaczenie. Możemy odżywiać się poprzez jedzenie, bliskość ciepłych ludzi, ich wibracje, a także energię natury i powolne kosztowane dnia podczas medytacji lub jogi, Twojej ulubionej aktywności.

Głęboki odpoczynek dzięki depresji jest jednym z najbardziej intymnych na blogu. Pisałam go kilka dni płacząc i śmiejąc się przez łzy. Przeszłam krętą drogę...Odradzam się jak Feniks z popiołów. Wiem, że wielu z Was przechodzi podobną podróż lub doświadczyło podobnych lęków, stanów, depresji. Mam nadzieję, że ten post będzie dla Was wsparciem w trudnych chwilach.

Głęboki odpoczynek dzięki depresji - czyżbym kokietowała tytułem artykułu? Czasem by nakarmić i odżywić siebie trzeba sięgnąć głęboko w zakamarki swojej duszy i położyć się dosłownie. Wymasować swoje ciało od wewnątrz i zewnątrz. Leżąc na łóżku i nie mogąc wstać, prosząc o pomoc. Dzisiaj mogę powiedzieć, że ta choroba była jednym z najlepszych doświadczeń w moim życiu...choć nie chciałam jej zauważyć, ale po dwóch miesiącach...zaczęłam głęboki odpoczynek dzięki depresji.

Ogromne łaknienie na więcej i moje wybory nie często szły w parze z wewnętrzną harmonią, spokojem i blaskiem moich oczu. Biegłam po kolejne przedmioty, które w ogólnym mniemaniu zapewniają pewność siebie, status i dobrobyt, ale czy wewnętrzny? Czy pamiętałam, że to co naprawdę mnie cieszy, to leżenie na łące z bosymi stopami, śpiew przy ognisku z przyjaciółmi, taniec o poranku do romantycznej muzyki, ciepło kuchni w blasku świec i przytulanie się z bliskimi ludźmi, zwierzętami? Zapomniałam o tym...

Zarabiałam wychodząc wcześnie rano i wracając prawie w nocy do domu, pustego i ciemnego przez kilka lat o jednej złapanej w biegu, lepkiej drożdżówce. Moje relacje były powierzchowne, nie wszystkie...uśmiechałam się bo tak jest miło, w związku z tym nie cieszyłam się szczerze. Zgadzałam się na to, czego nie chciałam robić. Czasem moje rozmowy toczyły się wokół pieniędzy i życia na pokaz: tym przedmiotem zyskam uznanie innych. Czasem zabiegałam o czyjąś uwagę. Szukałam miłości i przyjaźni tam gdzie byłam odrzucana. Goniłam za akceptacją tych, którzy są nieobecni psychicznie i fizycznie. I tak straciłam moją wewnętrzną radość bycia i przeżywania życia oczami dziecka, duszy. Czułam się przemęczona i wyeksploatowana.

Dziecko to nasza dusza. Spodobało mi się, to co powiedział Rumi: "Dusza istnieje dla swojej własnej radości. Jak duża część Twojego życia przypomina Ci raczej pracę domową niż przygodę?" Widzę przygodę jako spełnianie potrzeb mojego serca: codziennie pytam się siebie: czego potrzebujesz? na co masz ochotę? Co jest dla mnie dobre? Jak pragnę by wyglądało moje życie? Co mnie cieszy? Jak mogę nakarmić moje serce?

Prawie 2 lata temu, doświadczyłam depresji. Na szczęście, zauważyłam ją 2 miesiące później, mówiąc, że nie mam siły by wstać z łóżka i potrzebuję pomocy, płacząc z bólu psychicznego i fizycznego podczas przerwy w pracy i po powrocie do domu. Jestem pod opieką psychologa, moich przyjaciółek i siebie. To wsparcie, moja determinacja i pewne tajemnicze nagrania o których Wam opowiem wkrótce dają mi wystarczająco dużo siły by codziennie rano ubrać się, iść do pracy i planować odpoczynek.

Rzuciłam pracę, wyprzedałam rzeczy, które nie pozwalały mi oddychać, wyjechałam na wakacje, przytulać się i wyśmiać z moją przyjaciółką w Londynie. Dużo spałam, wreszcie! Zaczęłam karmić ciało kolorowym jedzeniem i powoli odzyskuję uśmiech i blask w moich oczach. Wreszcie adoptuję Hapsa i ocieplam moje gniazdo kolorami bieli, złota i różu, tak jak chciałam.

Głęboki odpoczynek dzięki depresji. Tak, bo depresja dla mnie jest zatrzymaniem w biegu i powiedzeniem: Twoje ciało i serce jest przemęczone do granic możliwości, prosi: zaopiekuj się mną z czułością i uwagą. Zwolnij, polub, pokochaj odpoczynek, masz do tego prawo, masz prawo odmawiać, nie tłumacząc się, masz prawo być smutna i bać się, masz prawo być taka jaka jesteś i czuć bo to jesteś Ty i jesteś największą wartością dlatego że jesteś, nie z powodu pięknego zegarka, butów lub makijażu na niewyspanej i zamaskowanej twarzy. A propo, jak ja lubię chodzić bez makijażu, to wtedy podobam się sobie najbardziej.

Dziękuję Tobie depresjo, że się pojawiłaś i że Ciebie zauważyłam i miałam szansę na głęboki odpoczynek i nakarmienie mojego organizmu bym mogła spokojnie się cieszyć. Dziękuję, że pokazałaś mi, ze jestem ważna. Tak się tym stanem uzależniłam, że już nie chcę się cofać, smakuję życie! Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli i wspierają mnie dzisiaj. Sama bym tego nie dokonała.

Wewnętrzne dziecko w podróży ku zdrowiu

with Brak komentarzy

Wewnętrzne dziecko w podróży ku zdrowiu potrzebuje Miłości, Przyjaźni, radości i zabawy. A także bliskości, akceptacji, przytulenia i...stwórzcie własną listę. Dbam o nie od niedawna, słuchając głosu wewnętrznego, intuicji. Świetnie się przy tym bawię i czuję, że smakuje mi życie tak jak bym znowu miała 6 lat i dwa kucyki z kokardami. Szeroki uśmiech i śmiejące się oczy. Zastanawiacie się dlaczego o nim piszę. Postaram się Wam opowiedzieć moją historię.

Gdy choruje moje ciało i umysł, są to najczęściej głęboko zaniedbane potrzeby mojego serca, wewnętrznego dziecka. Moje życie wypełnia smutek i złość, bo traktuję moje ciało mechanicznie, podobnie z duchem. Pracuję bez opamiętania i gonię za kolejnym 'bogactwem' nie słuchając tego co mówi mi mój organizm. A  on wie, że aby być holistycznie zdrowym potrzebna jest opieka nad całością.

Jak wiecie, zachorowałam na Candidę, paskudztwo cholerne! Mogłabym zwalać na słabą odporność od urodzenia, jestem wcześniakiem. Na mało czułości i przytulenia. Ale dzisiaj mam możliwości o których wcześniej nie wiedziałam. Co możesz zrobić gdy choruje cały Twój organizm? Jak możesz o niego dbać gdy już wiesz o chorobie? O jej przyczynach? Poniżej podzielę się z Wami kilkoma moimi obserwacjami:

  1. Wewnętrzne dziecko w podróży ku zdrowiu jest jednym z najważniejszych elementów. To nasz wewnętrzny głos, który mówi nam czego potrzebujemy, pragniemy w dane chwili z poszanowaniem siebie i innych.
  2. Radość wewnętrzna widoczna jest w Twoich oczach, one śmieją się gdy jesteś wesoła/y.
  3. Wewnętrzna harmonia to czasem lata pracy i praktyki, ale nagroda jest niebywała: czujesz wewnętrzną, pierwotną siłę i masz oparcie w sobie.
  4. Gdy cieszy się wewnętrzne dziecko, Twoje ciało staje się lekkie i zwinne, poruszasz się pewnie.
  5. Twoje kontakty i rozmowy z ludźmi stają się bogatsze i głębokie, interakcja opiera się na zaufaniu, pewności i wolności od lęku.
  6. Czujesz siebie i swój wewnętrzny głos, reagując adekwatnie do sytuacji, jeśli czujesz, że coś Tobie nie odpowiada, słuchasz go i odmawiasz lub zgadasz się z radością.
  7. Wiesz co jest dla Ciebie ważne.
  8. Gdy radość wypełnia ciało, jelita i mózg zdrowieją sprawniej.Toksyny nie mają szans z dobrym humorem i dużą dawką endorfin.
  9. Zaufanie i współpraca wysuwają się na pierwszy plan życia. Tak jak wewnętrzne dziecko, które wierzy, że napotkane osoby i wydarzenia są dobre.
  10. Wreszcie, Twój organizm zdrowieje dzięki wewnętrznemu dziecku spełniającemu swoje skryte marzenia jak chociażby gofr z borówkami i bitą śmietaną dzisiaj.

Jak się miewa Wasze wewnętrzne dziecko w podróży ku zdrowiu? Czy pamiętacie o nim? Jak o nie dbacie? Życzę Wam harmonii z wewnętrznym dzieckiem i Miłości.

 

 

 

Moje miejsce mocy

with Brak komentarzy

Moje miejsce mocy to podróż w głąb siebie i przyjaźń z tym co daje natura: drzewami, śpiewem ptaków, spokojem; to powrót do domu.

Kiedy jest mi ciężko, czuję lęk, smutek lub wewnętrzne rozdarcie, pakuję i zabieram siebie do Lasu Bielańskiego. Biegałam i bawiłam się tam jako mała dziewczynka i zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałam wtedy, że to miejsce odegra tak ważną rolę dla mnie w dorosłym życiu.

Poważnie chorowałam przez długi czas z powodu nadmiaru toksyn i grzybów w organizmie. Wstydziłam się tego bardzo i długo nie przyznawałam nawet przed samą sobą, że coś jest nie tak. Oszukiwałam ciało, emocje i mózg. Choroba była wynikiem nadmiaru stresu wyczerpania organizmu, braku przytulenia, ciepłych, prawdziwych relacji, szybkiego i byle jakiego jedzenia i życia w rozumie, słabej odporności od urodzenia, ciągłego analizowania i rozmyślania. Aż wreszcie wybrałam moje miejsce mocy.

Gdy dotknęła mnie osobista tragedia a potem choroba, szukałam sobie miejsca, gdzie mogłabym poczuć siebie, dokopać się do wnętrza. Wtedy przypomniałam sobie o moim miejscu z dzieciństwa, o Lesie Bielańskim. Zaczęłam regularnie co tydzień chodzić tam i oddychać, czuć i słuchać naturę. Medytować. Potrzebowałam wyrzucić z siebie to, co nagromadziło się wcześniej. Dotykałam mchu i kory drzew. Ten bliski kontakt trwał 2 lata; wzmocnił i uzdrowił mnie, byłam coraz pewniejsza i prawdziwsza pokazując swoją niepewność i łzy w kontakcie z innymi. Moje dziury się zasklepiały. Odkryłam moje miejsce mocy.

Dzisiaj wracam tam kiedy tylko mogę. Dziś wiem, że moja pierwotna siła nie opuści mnie i pcha mnie do przodu. Dbam o siebie i widzę to, co dla mnie ważne: Miłość, Przyjaźń, Autentyczność, Wzajemność, Bycie, Słuchanie i słyszenie siebie i innych w sobie podczas kontaktu z naturą. Doceniam wszystko, co mam i żegnam wszystko, co odeszło.

 

Dzisiaj rozmawiając z innymi czuję się pewnie i spokojnie bo dałam sobie Miłość. Dzisiaj potrzebuję przyjemnego bycia z kimś bez oczekiwań, spinań i lęku, że muszę nawiązać kontakt. Dzisiaj dbam o moje emocje w kontakcie z ludźmi, naturą i jej owocami. Czuję się spokojnie radosna 🙂 I smakuje mi życie coraz bardziej. Czy nie to się liczy? A jakie jest Twoje miejsce mocy? Podziel się ze mną i pomóż innym. Ślę moc dobrej energii!

Czego nauczyła mnie Candida

with Brak komentarzy

Czego nauczyła mnie Candida to osobisty przewodnik po moim doświadczeniu przebytej choroby, który mam nadzieję wzmocni Ciebie jeśli też to przechodzisz.

Gdy zachorowałam 4 lata temu na Candidę, czułam się źle i byłam załamana. Złość, irytacja, nerwy, lęk ; miałam ochotę wrzeszczeć i nie widziałam drogi wyjścia. Zaczęłam stosować się do ogólnych zaleceń lekarzy, łykając kolejne cudowne pastylki. Ale dalej gnałam w życiu zawodowym po więcej…pieniędzy by kupić więcej i móc pokazać jak dobrze wiedzie mi się w życiu…na zewnątrz. Wewnętrznie, nie uśmiechałam się.

Byłam zła, ale Candida przygotowała dla mnie cenną lekcję. Czego nauczyła mnie Candida…Nauczyła mnie by wyrażać moje emocje. Zaczęłam komunikować się sercem i dbać o wewnętrzną harmonię, robienia i czucia tego co się kocha, powoli bez pośpiechu…

Dzięki Tobie zmieniłam moje życie: pracuję 2-4h dziennie zamiast 12. Dziś biegam z psem na spacery zamiast za autobusem, budzę się z chęcią do ćwiczenia jogi, a nie na irytujący dźwięk budzika przed godziną 6:00. Gotuję w domu, mam czas na ciepły obiad i jego powolne przygotowanie. Ponadto, pomagam innym poprzez własną stronę internetową i czerpię z tego ogromną satysfakcję.

Inspiruję moich czytelników do lepszego, zdrowego życia i pokazanie siebie takiej jaką jestem z zaletami i wadami. Piszą do mnie i opowiadają swoje historie, dziękują mi za to, co dla nich robię 🙂

Wcześniej żyłam myśląc i analizując, byle szybciej, więcej…dokumentów w moim CV, więcej w segregatorach. Pamiętam jak kiedyś powiedziałam koleżance, że nie mam miejsca w CV, część wyrzucam, by wstawić nowe. Odpowiedziała: ‘Boże, z kim ja się zadaję!’ Wtedy byłam z tego dumna… ale Czego nauczyła mnie Candida…by zwolnić, czasem wolniej oznacza z wartością. Ja chciałam znowu być tą ciepłą, uśmiechniętą Kasią biegającą wśród drzew i mającą starte kolana.

Przez długi czas chciałam być lektorką, wykładowcą, przewodnikiem, mentorem dla moich studentów…ale po jakimś czasie moje wyczerpane ciało, umysł i głowa skapitulowały…o sercu nie wspominając. Rozsypałam się na miliony kawałków i zapytałam się siebie: czy to jest moje życie? Czy tak wygląda prawdziwe życie! Uśmiechałam się do innych, czując w środku smutek. I skleiłam siebie na nowo. Wreszcie usłyszałam mój wewnętrzny głos.

Życzę Tobie byś żyła/żył z Miłością dla siebie i innych, szczerze czerpiąc radość z życia, a w trudnych chwilach potrafienia znalezienia wewnętrznej mocy do stawienia czoła temu co przed nami. Czucia siebie, słuchania dobrego, wewnętrznego głosu, który chce dla nas jak najlepiej, troszcząc się o granice, serce, emocje i ciało, radość. Dzisiaj Dziękuję Tobie, Candido za lekcje z radości życia i opiekowania się sobą.

Czego nauczyła mnie Candida

Moja podróż ku zdrowiu

with Brak komentarzy

Dzisiaj jest Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, długo zbierałam się w sobie ale pomyślałam, że zabiorę głos w tej ważnej sprawie, której doświadczyłam osobiście i miała ona wpływ na zmianę mojego życia. Postanowiłam napisać artykuł: Moja podróż ku zdrowiu.

Pamiętam jaki poczułam wstyd i niemoc, gdy dowiedziałam się, że to ona, a było to rok temu, a może wcześniej, tylko nie zdążyłam się z nią przywitać, tyle było rozpaczy. Czułam głęboki smutek i jednocześnie złość. Jeszcze się nie podniosłam po wcześniejszych doświadczeniach. Odebrałam wówczas cenną lekcję, że nieważne jak dobrym, bogatym, zdolnym czy pięknym jesteś człowiekiem, ten stan może dotknąć każdego. A jak może do niej dojść? Najlepsza recepta to brak Miłości, śmierć, przewlekła choroba, pracoholizm…opowiem Wam moją historię.

Przeszłam długą drogę, cofając się wstecz do 2013 roku, gdy zakochana po uszy dowiedziałam się, że świetny i wrażliwy mężczyzna odebrał sobie życie. Przez pół roku płakałam i nic nie jadłam, nie czułam smaku; zalana łzami zasuwałam dzielnie do pracy od rana do nocy. Praca dawała mi ‘ukojenie’. Ale moje serce przestało oddychać, a ja na wszystkie fizyczne objawy zaczęłam brać leki bez opamiętania. Nic nie czułam, nie było mnie, tylko worek ciała. Czułam ogromną pustkę i zwróciłam się o pomoc do psychologa. Wzmocniłam się, ale zapijałam rozpacz alkoholem i zajadałam słodyczami obdzierając siebie z uczuć i ciepła w powierzchownych znajomościach.

Pracowałam po 12 godzin, przez 14 lat w ponad 10 firmach, czasem o jednym pączku dziennie, bo dochód i jeszcze więcej i jeszcze. Nie cieszyłam się z tego co już mam i chciałam więcej oglądając się na innych. Szukałam swojego miejsca. Po roku starałam się uśmiechać, ale ten uśmiech był jak maska, w środku nie cieszyłam się wcale. Jakby moja energia była odklejona od ciała. A ja starałam się jeszcze bardziej.

Powoli, ale naprzód jak ten ślimak zaczęłam opiekować się sobą. Spełniłam marzenie o wyjeździe w Bieszczady i samotnej wędrówce po Beskidzie Niskim, do Toskanii pojechałam z grupą szalonych pięknych kobiet, zostałam blondynką, adoptowałam psa. Spakowałam siebie do Londynu i odwiedziłam jedną z moich ulubionych osób. Odnowiłam kontakty z dzieciństwa i stałam się piratem rowerowym. Zrobiłam remont i wyrzuciłam ponad 200 rzeczy z mojego życia. Dodałam szczyptę koloru do mojej szafy.

A w międzyczasie pozwoliłam sobie na wypuszczenie powietrza i pytanie: co ja lubię, lubiłam robić jak byłam dzieckiem? I cholernie się ucieszyłam, porzucając co mogłam za sobą. Zaczęłam malować i gotować, śmiać się i podróżować i oddychać, czuć. Pozwoliłam sobie na głęboki odpoczynek. Poczułam, że depresja była najlepszym co w danym momencie mnie spotkało by pokazać mi jak dbać o siebie tak by było tego pod dostatkiem bym była naprawdę szczęśliwa i stała się najlepszą wersją siebie. Mam nadzieję, że jesteście szczęśliwi, czy nie o to w życiu chodzi…a moja podróż ku zdrowiu będzie dla Was drogowskazem.

Moja podróż ku zdrowiu